Następnego ranka przybyłem na prywatny pomost z trzydziestominutowym opóźnieniem, ponieważ w biurze była pilna sprawa, która wymagała mojej natychmiastowej zgody.
Spodziewałem się, że będzie czekał sam i może trochę poirytowany, ale zamiast tego zobaczyłem grupę zebraną w pobliżu wodnosamolotu.
Caleb stał tam ze swoją matką Margot, ojcem Arthurem i Tessą – swoją byłą dziewczyną ze studiów – ubraną w zwiewną białą lnianą sukienkę, jakby była gościem honorowym.
Tessa wyciągnęła rękę i dotknęła jego ramienia z taką poufałością, że krew zamarła mi w żyłach. Nie odsunęła się, gdy podszedłem.
Margot spojrzała na mnie od góry do dołu ze swoim zwykłym wyrazem twarzy, ledwo skrywanej pogardy, poprawiając swój drogi kapelusz przeciwsłoneczny, gdy szedłem w ich stronę.
„Czas już, żebyś przyjechała, Lydio, zwłaszcza że zaprosiłem rodziców i Tessę, bo ona ostatnio przeżywa trudne chwile” – powiedział Caleb, wzruszając ramionami.
Gardło mi się ścisnęło, gdy spojrzałem na kobietę, która zawsze rzucała cień na nasze małżeństwo.
„Zaprosiłeś swoją byłą dziewczynę na naszą prywatną podróż rocznicową, nawet mnie o to nie pytając?” – zapytałem, a mój głos był ledwie słyszalny szeptem.
