Sklep spożywczy.
Lotnisko.
Automat pralniczy.
Ławka w parku.
Poczekalnia.
Kaplica szpitalna.
Na samym dole leżał zniszczony notes z zagiętymi brzegami, ale jeszcze go nie otwierałem.
Koperty wywołały u mnie jeszcze większy niepokój.
Najpierw podniosłem przystanek autobusowy.
W środku znajdował się stary bilet kolejowy, miękki od lat trzymania.
Na odwrocie Thomas napisał: „W końcu poszła”.
Wpatrywałem się w słowa, aż stały się niewyraźne.
Gdzie poszedłeś?
Kim ona była?
Dlaczego zachował bilet?
Otworzyłem sklep spożywczy.
Paragon za dwie puszki zupy pomidorowej i jeden bochenek chleba.
Na odwrocie: „Przyjęła zupę”.
Potem przyszła kolej na Park Bench.
Na wyblakłym zdjęciu Polaroid widać Thomasa siedzącego obok mężczyzny w brązowym płaszczu. Obaj patrzą w coś poza kadrem.
Na odwrocie: „Uśmiechnął się, zanim wyszedłem”.
Otworzyłem kolejne trzy.
Obrazek wykonany kredkami dziecięcymi.
Paragon za kawę.
Papierowa serwetka z zapisanym, a następnie przekreślonym numerem telefonu.
Nic do siebie nie pasowało.
Każda koperta zawierała fragment czegoś, ale nigdy nie był on na tyle obszerny, abym mógł go zrozumieć.
Kiedy dotarłem do poczekalni, moje ręce przestały się trząść.
