Noe wpatrywał się w flagę, którą wciąż miał uwięzioną między palcami.
„Tata nie był smutny, gdy ocean zabrał zamki?”
Kapitan Reyes pokręcił głową.
„Mówił, że ocean po prostu czekał, aż będą mogli je podziwiać”.
Przez chwilę Noe milczał.
Potem, po raz pierwszy tego popołudnia, stanął twarzą do wody bez wahania.
„Czy mogę zatrzymać to zdjęcie?”
„To twoje, kolego.”
Noah trzymał delikatnie zdjęcie, a potem oddał mi je, abym mógł wstać.
Znów ruszył w stronę mokrego piasku.
Nie odbudowywać całego królestwa.
Nie wszystko.
Przykucnął w miejscu, gdzie fale zmiękczyły grunt, i nałożył jedną garść piasku na drugą.
Jedna wieża.
Mały.
Nierówny.
Niewiele wyżej niż piszczel.
Ludzie obserwowali, ale zachowywali dystans.
Noe wcisnął małą amerykańską flagę tak wysoko, że aż się zapadła.
Następna fala przetoczyła się przez plażę.
Owinęła się wokół wieży.
Piasek się osunął.
Flaga przechyliła się na jedną stronę.
Przez jedną straszną sekundę spodziewałam się, że znów zacznie płakać.
Zamiast tego Noe się roześmiał.
Rzucił się do przodu, wyrwał flagę z pianki i uniósł ją nad głowę.
Kapitan Reyes stał obok mnie.
Ostrożnie trzymałem zdjęcie w obu dłoniach.
