Na następnej stronie widniały cztery nazwiska.
Czerwiec. Książki.
Artur. Muzyka.
Nina. Urodziny.
Samuel. Pudełko.
Wpatrywałem się w imiona, aż powoli zamieniały się w twarze.
June była bibliotekarką, która zawsze dawała dziewczynkom dodatkowe zakładki i nigdy nie robiła zamieszania, gdy nasze książki oddawały się za późno.
Arthur był emerytowanym nauczycielem muzyki mieszkającym na tej samej ulicy, który naprawił skrzypce Chloe, gdy się zepsuły i nie pozwolił mi zapłacić.
Nina była właścicielką piekarni i w jakiś sposób pamiętała o urodzinach wszystkich dziewcząt, zawsze dodając do ich tortu trzy maleńkie kwiatki z lukru.
Samuel był cichym cieślą z kościoła, który na miejskim jarmarku wręczał dziewczynkom małe rzeźbione zwierzęta.
Żaden z nich nie był obcy.
To sprawiło, że tajemnica wydała się jednocześnie cieplejsza i bardziej bolesna.
„Czy możemy otworzyć nasze listy?” zapytała Chloe.
Spojrzałem na pismo Cleo na kopertach.
Każda część mnie chciała powiedzieć „tak”.
Każda część mnie chciała powiedzieć nie.
„Jutro” – powiedziałem w końcu.
Linzie zmarszczyła brwi.
"Dlaczego?"
„Bo twoja mama czekała dziesięć lat, żeby ci je dać” – powiedziałem, delikatnie dotykając notesu. „Możemy poczekać jedną noc, żeby zrozumieć, jak to możliwe”.
CZĘŚĆ 2
Następnego ranka zostawiłam dziewczynki z mamą i zabrałam ze sobą notes Cleo.
Pierwsze nazwisko na liście zaprowadziło mnie do biblioteki.
June stała za recepcją, wbijając daty oddania książek dla dzieci. Wyglądała na mniejszą, niż ją zapamiętałem – jej srebrne włosy były spięte za ucho, a kardigan zdobiły haftowane ptaki.
Kiedy zobaczyła notes w mojej ręce, jej wyraz twarzy się zmienił.
„Och” – powiedziała cicho. „Nadeszło”.
Ścisnęło mnie w gardle.
„Wiedziałeś?”
„Znałam swoją rolę” – powiedziała.
„Jaka część?”
