Serena pochyliła się w stronę synów.
„Zdobądź, co chcesz. Dziadek kończy sześćdziesiąt pięć lat tylko raz.”
„Czy mogę dostać największy stek?” zapytał jeden z nich.
„Dodaj homara” – powiedziała Serena. „Dzisiaj mamy to”.
Spojrzałem na Chrisa.
Nie patrząc mi w oczy, zamówił antrykot.
„A dla ciebie?” – zapytał mnie kelner.
„Sałatka domowa, pieczone ziemniaki i woda.”
Serena się zaśmiała.
„W stekhouse’ie?”
Chris poruszył się niespokojnie.
„Natalio…”
Wstałem.
„Przepraszam. Idę do toalety.”
Zamiast tego poszedłem prosto do kelnera.
„Proszę o osobne czeki. Zajmiemy się Henrym i Tarryn, którzy siedzą naprzeciwko nas. Nikogo więcej.”
Skinął głową.
„Zrozumiałem, proszę pani.”
Wróciłem do stołu z bijącym sercem.
Zjadłem w ciszy, podczas gdy Serena zamówiła kolejną butelkę wina, a Chris nadal unikał mojego wzroku.
Nie zamierzałam już chronić nikogo przed konsekwencjami, które sami sobie stworzyli.
Po zabraniu talerzy Henry położył serwetkę obok talerza.
„To więcej, niż potrzebowałem” – powiedział. „Ale cieszę się, że wszyscy tu są”.
Sięgnęłam do torebki.
„Chris, przyniosłem coś dla ciebie.”
Spojrzał na kopertę.
"Co to jest?"
„Otwórz.”
Usunął wydrukowane bilety lotnicze.
Jego wyraz twarzy natychmiast się zmienił.
