Przyniosłam do biura kwiaty i bilety lotnicze do Paryża, żeby zrobić mężowi niespodziankę na Walentynki. Ale cała firma świętowała jego zaręczyny z prezeską. Mój mąż pocałował ją, a potem uniósł pierścionek z diamentem, gdy tłum wiwatował. Odwróciłam się i odeszłam. Natychmiast odwołałam podróż. Zamroziłam wszystkie wspólne konta. I wycofałam 83% udziałów z firmy – wartych 558 milionów.

Sprawa karna trwała czternaście miesięcy. Celeste przyznała się do oszustwa elektronicznego, spisku i fałszowania dokumentów korporacyjnych. Skazano ją na sześć lat więzienia federalnego i oddano willę w Provence. Adrian podjął współpracę zbyt późno. Skazano go na trzydzieści miesięcy więzienia, stracił licencje zawodowe i został zobowiązany do zwrotu milionów.

Nasz rozwód trwał siedemnaście minut. Klauzule dotyczące niewierności i oszustwa w naszej umowie przedmałżeńskiej pozostawiły mu jego rzeczy osobiste i połowę salda na koncie, które wcześniej nazywał „pieniędzmi domowymi”.

Rok później Halcyon ponownie otworzył oddział badawczy, który Adrian próbował zaciągnąć na kredyt hipoteczny. Zyski wzrosły, pracownicy otrzymali udziały, a ja zostałem prezesem pod własnym nazwiskiem.

Na Walentynki poleciałam sama do Paryża.

Położyłem jedną czerwoną różę nad Sekwaną, rozłożyłem serwetkę i napisałem na niej trzy słowa:

Wybrałem siebie.

Potem zobaczyłem, jak miasto rozjaśnia się, wreszcie panuje spokój.

Tym razem nikt nie mógł mi tego odebrać.