Pielęgniarka weszła z papierami, ale dr Thorne cicho wziął podkładkę i przejrzał pierwszą stronę. Zacisnął szczękę.
„Anulowali twoje ubezpieczenie?” zapytał.
Julian wzruszył ramionami. „Kwestia papierkowa”.
Głos doktora Thorne'a ściszył się. „Cofnąłeś ubezpieczenie medyczne kobiecie, która urodziła twoje dziecko?”
„Ona jest moją byłą żoną” – warknął Julian.
„A dziecko?”
Eleanor złapała Juliana za ramię. „Dość. Wychodzimy. Nasz prawnik się tym zajmie”.
„Dobrze” – powiedziałem. „Powiedz mu, żeby przyszedł”.
Oboje odwrócili się do mnie.
Sięgnęłam do torby szpitalnej i wyciągnęłam teczkę. Nie tę oryginalną spod materaca. To była kopia. Oryginały były już u mojego prawnika.
Julian najpierw zauważył wydrukowane e-maile.
Twarz mu zbladła.
Podniosłem jedną stronę. „Ta jest interesująca. Ten fragment, w którym twoja matka mówi: »Jeśli Vivian odmówi przyjęcia warunków opieki, rozpuść historię o romansie i zerwij z nią kontakt«. Bardzo eleganckie.”
Eleanor otworzyła usta, ale nic nie powiedziała.
Kontynuowałem. „Potem mamy przelewy z twojej fundacji charytatywnej do fikcyjnej firmy. Fałszywe rachunki za konsultacje. Sfałszowany podpis na moim wypowiedzeniu ubezpieczenia”.
Julian podszedł do mnie. „Oddaj to.”
Doktor Thorne złapał go za nadgarstek.
„Jeśli ją pan dotknie” – powiedział cicho – „policja przyjedzie przed pańskim prawnikiem”.
Julian odsunął się. „Nie masz pojęcia, kogo bronisz”.
Doktor Thorne ponownie spojrzał na moje dziecko i przez ułamek sekundy w jego oczach pojawił się ból.
„Tak” – powiedział. „Chyba tak”.
Tej nocy, podczas gdy mój syn spał tuląc mnie do piersi, doktor Thorne wrócił sam do mojego pokoju.
„Vivian” – powiedział drżącym głosem – „jest coś, co musisz wiedzieć o Julianie”.
Już zanim zdążył wymówić kolejne słowo, wiedziałem, że wszystko się zmieni.
