Daniel zakrył usta dłonią.
Potem podszedł, objął nas obie i cała nasza trójka zaczęła płakać.
Jeszcze tego samego popołudnia procedura została zatrzymana.
Zabraliśmy Sophie do domu.
Chciałabym powiedzieć, że od tego dnia wszystko stało się łatwe, ale tak nie było.
Progeria nie zniknęła tylko dlatego, że kochaliśmy Sophie.
Byli specjaliści, leki, fizjoterapia, przerażające wizyty i noce, kiedy Daniel i ja leżeliśmy bezsennie, słuchając jej oddechu, ponieważ żadne z nas nie chciało przyznać, jak bardzo się boi.
W miarę jak Sophie dorastała, jej ciało zmieniało się szybciej niż ciała innych dzieci i z czasem zaczęła zauważać, że ludzie patrzą na nią inaczej.
Kiedy miała siedem lat, wróciła ze szkoły niezwykle cicha.
Zapytałam, co się stało, i po długiej chwili powiedziała mi, że pewien chłopiec zapytał ją, dlaczego wygląda jak „mała starsza pani”.
Później zamknęłam się w łazience i płakałam tak, żeby mnie nie widziała.
Daniel zareagował inaczej.
Usiadł obok niej na kanapie i pokazał jej jedno ze swoich zdjęć z dzieciństwa.
— Wiesz, co widzę, kiedy na ciebie patrzę? — zapytał.
Sophie wzruszyła ramionami.
— Moją córkę.
Uśmiechnęła się.
— I tylko tyle?
Daniel pocałował ją w czubek głowy.
— To wszystko.
Kiedy Sophie dorastała, mówiliśmy jej coraz więcej o jej chorobie. Nigdy nie chcieliśmy, żeby poznała prawdę od innego dziecka albo przypadkiem znalazła coś w internecie.
W wieku trzynastu lat rozumiała już, że jej życie może być krótsze niż życie większości ludzi.
Pewnego wieczoru zadała nam pytanie, którego Daniel bał się od dnia jej diagnozy.
— Czy umrę młodo?
Daniel mocniej ścisnął moją dłoń.
