Cisza.
Wtedy w tle rozległ się syczący głos Marlene: „Ona wie”.
Derek szybko się otrząsnął. „Jesteś zdezorientowany”.
„Nie, Derek. Jestem księgowym. Zamieszanie prowadzi do bałaganu w liczbach. Zostawiłeś mapę.”
Zaśmiał się, ale zabrzmiało to blado. „Nikt nie uwierzy poobijanej, histerycznej żonie, a nie prezesowi”.
To był znak, że wybrał niewłaściwą kobietę. Nadal wierzył, że to tylko spór małżeński. Nie rozumiał, że każda fałszywa faktura, każdy przelew, każdy usunięty e-mail zamieniły się w oś czasu, a osie czasu nie dbają o to, kto krzyczy głośniej.
Prokurator odłożył aresztowania do ceremonii zamknięcia, podczas której Derek planował ogłosić sprzedaż w obecności pracowników, inwestorów i reporterów. Elena uzyskała tymczasowy nakaz sądowy i złożyła zapieczętowany wniosek o przywrócenie mi kontroli nad głosami. Detektyw Shaw uzyskał nakazy przeszukania domu, serwerów firmowych i kont Marlene.
Rano w dniu ceremonii Marlene wysłała mi zdjęcie moich ubrań wyrzuconych na krawężnik.
Jej wiadomość brzmiała: Teraz nie masz nic.
Zapisałam to.
Następnie włożyłem biały garnitur, zostawiłem odsłonięty znikający siniak i wszedłem na salę balową, niosąc oryginalną księgę rachunkową mojego ojca.
CZĘŚĆ 3
Derek stał na scenie pod banerem Halcyon, gdy drzwi sali balowej się otworzyły.
Jego uśmiech zniknął pierwszy. Kieliszek szampana wypadł Marlene z palców chwilę później.
Pracownicy odwracali się, gdy szedłem środkowym przejściem z Eleną i detektywem Shawem. Kamery uniosły się w górę. Nie spieszyłem się.
Derek zacisnął mocniej dłoń na mikrofonie. „Ta kobieta jest pod opieką psychiatryczną. Ochrona, proszę ją stamtąd zabrać”.
„Nie” – powiedział prezes Halcyon, odsuwając się, gdy Elena wręczyła mu nakaz sądowy.
Zatrzymałem się pod sceną. „Ogłosiłeś sprzedaż, do której nie miałeś uprawnień”.
„Jestem pełniącym obowiązki dyrektora generalnego” – warknął Derek.
„Udawałeś. Nigdy nie byłeś właścicielem.”
