CZĘŚĆ 2
O wschodzie słońca Derek zgłosił moje zaginięcie.
Nie dlatego, że się o mnie martwił, ale dlatego, że nadzwyczajne posiedzenie zarządu firmy wymagało mojego podpisu. Powiedział policji, że jestem niestabilna emocjonalnie, uzależniona od środków uspokajających i podatna na dramatyczne zaginięcia. Marlene zamieściła w internecie wzruszającą wiadomość o „załamaniu nerwowym swojej ukochanej synowej”.
Myśleli, że publiczny wstyd zmusi mnie do powrotu do domu.
Zamiast tego, trafiłem do schroniska i zacząłem pracować z Eleną, detektywem Shawem i prokuratorem ds. przestępstw finansowych. Szpital udokumentował moje obrażenia; kamery udokumentowały napaść; dokumenty księgowe ujawniły coś o wiele poważniejszego.
Derek i Marlene nie tylko mnie okradli. Wykorzystali firmę mojego ojca do prania brudnych pieniędzy za pośrednictwem fikcyjnych podwykonawców, a następnie przekupili miejskiego inspektora, żeby zatwierdził niebezpieczne remonty mieszkań. W jednym budynku zawaliła się klatka schodowa. Troje lokatorów zostało rannych.
Kiedy Elena pokazała mi zdjęcia, zrobiło mi się niedobrze.
„Wiedzieli” – powiedziała. „E-maile dowodzą, że Derek został ostrzeżony”.
Zamknąłem teczkę. „Wtedy to przestało być zemstą”.
„Stało się to odpowiedzialnością”.
Potrzebowaliśmy ich na tyle lekkomyślnych, by ujawnić kontrolę nad kontami i własność firm-wydmuszek. Dlatego dałem im to, co aroganccy ludzie zawsze mylą ze słabością: milczenie.
Przez dziewięć dni nie pojawiałem się publicznie. Derek zareagował błyskawicznie. Zwołał nadzwyczajne głosowanie zarządu, aby uznać mnie za niezdolnego do pracy z przyczyn medycznych. Marlene ugościła inwestorów w moim domu, nosząc diamentowy naszyjnik mojej matki. Razem przygotowywali się do sprzedaży firmy Halcyon Development za znacznie niższą cenę, z prywatną, ośmiomilionową „honorową konsultacją” skierowaną do Dubaju.
Sprzedaż wymagała jednej, ostatecznej zgody od większościowego udziałowca.
Ja.
Derek to sfałszował.
Dokument trafił do skrzynki odbiorczej Eleny za sprawą informatora z Halcyon. Mój podpis był niemal idealny.
Wtedy Derek zadzwonił z nieznanego numeru.
„Wyjaśniłeś swoje stanowisko” – powiedział. „Wróć do domu, podpisz umowę, a nie powiem wszystkim, że to ty mnie zaatakowałeś”.
Nagrałem rozmowę.
„Masz już mój podpis” – odpowiedziałem.
