Na chwilę zamknął oczy.
„Charlie znalazł twój telefon”. Podniosłem koronkę. „To też znalazł”.
Julian pocierał kark.
„Miałem nadzieję, że nigdy nie będziesz musiał się o tym przekonać.”
Podszedłem do niego.
„Dlaczego mi nie powiedziałeś?”
Przyglądał mi się przez dłuższą chwilę.
„Nie ukrywałem kolejnego życia. Nie wstydziłem się”. Uśmiechnął się smutno. „Kiedyś powiedziałeś mi, że poczekalnia to najsmutniejsze miejsce, jakie kiedykolwiek widziałeś”.
„Pamiętam.”
„Płakałaś, bo te dzieci czekały na dorosłych, którzy nie zawsze przychodzili”. Jego głos złagodniał. „Ciągle myślałem… A co, gdyby ktoś po prostu się pojawił?”
Łzy spływały mi po policzkach.
„Więc zostałeś Tatą Dinozaurem.”
Julian cicho się zaśmiał.
„Chyba tak.”
„Dlaczego ukrywasz to przede mną?”
Sięgnął po moje ręce.
„Bo cię znam.”
Zmarszczyłem brwi.
„Też byś zaczął wolontariat” – wyszeptał. „Zostałbyś po godzinach. Opuściłbyś lunch, żeby kupić przybory do rysowania”.
Na mojej twarzy pojawił się niechętny uśmiech.
"Prawdopodobnie."
„Zabrałabyś ze sobą do domu ból serca każdego dziecka, Dani”. Kciukiem otarł jedną z moich łez. „Już tyle dźwigasz. Chciałem, żebyś to była jedna rzecz, za naprawę której nie czułabyś się odpowiedzialna”.
Spojrzałam na mężczyznę, którego kochałam przez dwanaście lat.
