„Ktoś mu powiedział…”
Drzwi samolotu się otworzyły, a pasażerowie zaczęli wstawać, niecierpliwi, by jak najszybciej wysiąść.
Alejandro podniósł jedną rękę przed siebie.
„Zostań na miejscu.”
"Ale-"
„Zaufaj mi.”
Więc została.
Pozostali pasażerowie wychodzili przez prawie pięć minut, aż kabina stała się niemal pusta.
Następnie weszło trzech mężczyzn w ciemnych garniturach, każdy z nich miał dyskretnie włożone słuchawki.
Pierwszy poszedł prosto do Alejandro.
„Panie Czarnogóro.”
"Status?"
"Potwierdzony."
Jeden z mężczyzn podał mu tablet.
Na ekranie wyświetlał się zamrożony obraz kontroli bezpieczeństwa na lotnisku.
Rodrigo Salinas stał przy hali bagażowej i pokazywał telefon pracownikowi.
Na ekranie pojawiło się zdjęcie Valerii.
Na zdjęciu widać ją niosącą Sofię.
Zdjęcie zrobiono zaledwie dwa tygodnie wcześniej.
Przeszedł ją dreszcz.
„On mnie szuka…”
„Tak” – powiedział Alejandro.
„Ale dlaczego? Przecież on już wszystko zabrał.”
Słowa uciekły jej z ust, zanim mogła je powstrzymać.
„Dom. Pieniądze. Konta. Wszystko.”
Alejandro spojrzał jej prosto w oczy.
"NIE."
Podniosła oczy.
„Nie zabrał wszystkiego”.
Potrzebowała kilku sekund, żeby to zrozumieć.
Potem ścisnęła Sofię mocniej.
„Moja córko…”
Alejandro skinął głową.
„Myślę, że przyszedł po nią.”
Trzydzieści minut później opuścili lotnisko prywatnym wyjściem zarezerwowanym dla upoważnionego personelu i lotów biznesowych.
Waleria nigdy czegoś podobnego nie widziała.
Na zewnątrz czekały trzy czarne SUV-y z włączonymi silnikami.
Nikt nie krzyczał.
Nikt nie panikował.
Wszystko poruszało się z kontrolowaną precyzją.
Alejandro osobiście otworzył tylne drzwi.
"Wsiadać."
„Nie chcę sprawiać ci kłopotów.”
Uśmiechnął się słabo.
