Rosa niepewnie wstała i ruszyła za mną. Głos Adriana stwardniał. „Jesteś emocjonalny. Podaj mi telefon”.
Zawsze nazywał mnie emocjonalną, gdy się z nim nie zgadzałam. Podczas kolacji wyśmiewał moją pracę w organizacji non-profit jako hobby. Jego matka nazywała mnie „słodką, ale niepraktyczną”. Jego koledzy zakładali, że wychodzę za mąż za kogoś z wyższej sfery.
Nikt z nich nie wiedział, że przez osiem lat pracowałam jako prawniczka specjalizująca się w prawie pracy, zanim założyłam tę organizację non-profit. Nikt nie wiedział, że moja organizacja reprezentowała pracowników domowych, osoby zgłaszające nieprawidłowości i kobiety uwięzione przez potężnych pracodawców.
A Adrian zapomniał o jeszcze jednej rzeczy.
Nadchodząca fuzja jego firmy wymagała niezależnego certyfikatu etycznego.
Prawnikiem nadzorującym tę certyfikację był mój były wspólnik.
Spojrzałem na Rosę. „Chcesz wyjść ze mną?”
Skinęła głową.
Adrian zablokował korytarz. „Ona nigdzie się nie wybiera”.
Uniosłam telefon. „Ruszaj się, albo następne nagranie będzie zawierało bezprawne pozbawienie wolności”.
Jego uśmiech zniknął.
Odsunął się.
Gdy Rosa i ja wyszliśmy, Adrian zawołał za mną: „Pożałujesz, że mnie upokorzyłaś”.
Zamknąłem drzwi nie oglądając się za siebie.
„Nie” – powiedziałem cicho. „Zrobisz to”.
W windzie Rosa zadrżała. Zdjąłem pierścionek zaręczynowy, wsunąłem go do kieszeni i zadzwoniłem do prawnika.
