„Nie.”
„Za dziesięć minut mamy się pobrać.”
„Nie, Danielu. Miałeś się ze mną ożenić, przejąć kontrolę nad moim majątkiem i dalej kraść z mojej firmy”.
Jego twarz stwardniała.
„Więc to była pułapka?”
"NIE."
Przyjrzałem się niepodpisanym transakcjom własności mieszkań.
„To była twoja pułapka.”
Potem podniosłem je i podarłem na pół.
Z tyłu rozległy się oklaski.
Potem dołączyła kolejna osoba.
W ciągu kilku sekund połowa sali balowej klaskała.
Upokorzenie Daniela przerodziło się w furię.
„Myślisz, że wygrałeś?”
Moja odpowiedź nadeszła cicho.
„Myślę, że w końcu przestałem przegrywać”.
Wtedy właśnie przez drzwi sali balowej weszło dwóch śledczych.
Nie byli tam po to, by kogokolwiek dramatycznie aresztować na oczach gości. Prawdziwe śledztwa finansowe nie działają jak filmy.
Ich zadaniem było dostarczenie formalnych zawiadomień, zabezpieczenie urządzeń firmowych oraz poinformowanie Daniela i Patricii, że firma zgłosiła władzom podejrzenie oszustwa i fałszerstwa.
Marcus wręczył Danielowi nakaz zabezpieczenia dowodów.
„Nie niszcz laptopa, telefonu ani dokumentacji finansowej”.
Patricia zaczęła płakać.
Nie dlatego, że było jej przykro.
Ponieważ konsekwencje w końcu stały się realne.
Daniel spojrzał na mnie ostatni raz.
„Niszczysz mi życie.”
Pokręciłem głową.
„Nie. Odmawiam sfinansowania tego.”
