Moja siostra uśmiechnęła się do mnie znad trumny ojca, jakby jego śmierć była ostatecznym dowodem jej zwycięstwa. „Dziwię się, że miałeś czelność tu przyjść” – wyszeptała Vanessa. „Tata przez dziesięć lat udawał, że nie istniejesz”.
Wszystkie głowy w kaplicy pogrzebowej zwróciły się w moją stronę.
Stałam w zimnym, białym świetle w prostej, czarnej sukience, deszcz wciąż kleił się do mojego płaszcza. Wokół mnie siedzieli ludzie, którzy obserwowali, jak mój ojciec, Harrison Vale, przekształca Vale Medical Systems w imperium warte miliardy dolarów. Wypolerowane, drewniane ławki wypełniali dyrektorzy, politycy, dyrektorzy organizacji charytatywnych i dalecy krewni.
Dla nich byłam Claire Vale — córką, którą wyrzucono z pracy w wieku dwudziestu trzech lat, po tym, jak rzekomo ukradła firmowe pieniądze.
Vanessa była lojalną córką. Elegancką. Nową p.o. prezesa.
Poprawiła diamentowy naszyjnik na szyi i pochyliła się bliżej.
„Powinieneś wyjść zanim ktoś wezwie ochronę.”
„Zostałem zaproszony” – powiedziałem spokojnie.
Jej mąż, Grant, zaśmiał się cicho. Kiedyś był młodszym księgowym w firmie mojego ojca. Teraz nosił garnitur szyty na miarę i zachowywał się, jakby całe imperium już do niego należało.
„Przez kogo?” zapytał. „Cmentarz?”
Kilku krewnych parsknęło śmiechem.
Moja matka, Evelyn, siedziała w pierwszym rzędzie, nie patrząc na mnie. Popierała moje wygnanie lata temu, nawet gdy błagałem ją o zbadanie dowodów. Nazwała mnie niestabilną, niewdzięczną i niebezpieczną.
