„Pani Patterson? Nazywam się Ryan Walsh. Jestem prywatnym detektywem. Pani syn mnie zatrudnił.”
„Nie tęsknię.”
„Rozumiem. Mówi, że martwi się o twoje dobro.”
„Mam prawnika. On wie, jak się ze mną skontaktować.”
Walsh zawahał się.
„Czy jesteś tu dobrowolnie?”
Prawie się roześmiałem.
„Po raz pierwszy od lat, tak.”
W końcu zapytał, czy chciałbym porozmawiać z Davidem.
Zgodziłem się pod jednym warunkiem.
Rozmowa odbywała się tam, publicznie, a Walsh przysłuchiwał się.
W chwili, gdy David usłyszał mój głos, eksplodował.
„Mamo, co robisz?”
"Żyjący."
„W Portugalii? Nikogo tam nie znasz!”
Rozejrzałem się po Marii, Annie, właścicielce kawiarni i rodzinach, które witały mnie co tydzień.
„Znam mnóstwo ludzi.”
Do rozmowy przyłączyła się Zuri.
„Przykro nam z powodu świąt. Żart poszedł za daleko. Ale nie możecie nas karać w nieskończoność”.
„To nie jest kara.”
„A więc co to jest?”
„Wybór.”
Głos Dawida stał się stwardniały.
„Jeśli nie wrócisz do domu dobrowolnie, ogłoszę cię ubezwłasnowolnionym. Jeśli będzie trzeba, sam się nim zaopiekuję”.
Coś we mnie całkowicie się uspokoiło.
„David, jeśli spróbujesz, przekonasz się, jak bardzo jestem kompetentny”.
„Co to ma znaczyć?”
„Oznacza to, że mam zapisane każdego dolara, który wydałem na twoje wsparcie przez trzy lata”.
Cisza.
