Potem pocałował mnie w czoło.
„Bo to pochodziło od ciebie.”
Stormy delikatnie szturchnęła Jordana w ramię.
„Myślę, że twój tata brzmi słodko.”
Jordan się uśmiechnął.
Jego uczucie do ojca było niezaprzeczalne.
Bez względu na to, co się wydarzyło między mną a Richardem, stał się dobrym rodzicem.
Uświadomienie sobie tego faktu napełniło mnie dumą, smutkiem i dało mi więcej pytań bez odpowiedzi, niż byłem w stanie znieść.
Zabrałam talerzyki z deserem, zanim ktokolwiek zauważył moje drżące ręce.
Stojąc przy zlewie usłyszałem śmiech Stormy.
Wtedy Jordan powiedział coś za moimi plecami.
„Dlaczego?” zapytała Stormy.
„Miał mnie odebrać po kolacji.”
Jordan wyjął telefon.
Chwilę później jego brwi zmarszczyły się.
„To dziwne.”
„Bateria mi się rozładowała.”
Stormy spojrzała na zegar.
„Może już jest na zewnątrz”.
Jordan podszedł do przedniego okna.
Zamiast okazać ulgę, zmarszczył brwi.
W tym momencie mój telefon zaczął dzwonić.
Numer był nieznany.
Odpowiedziałem.
"Cześć?"
Odpowiedział mężczyzna.
Głos był starszy i szorstki od upływu czasu, ale rozpoznałem go natychmiast.
„Przepraszam, że przeszkadzam. Mój samochód ciężarowy zepsuł się jakieś dwie ulice dalej.”
„Mój syn Jordan powiedział, że je kolację ze Stormy.”
Nastąpiła chwila ciszy.
To trwało za długo.
Zacisnęłam dłoń na telefonie.
"Tak."
Następny jego oddech był drżący.
„Jeśli to nie kłopot…” Kolejna pauza. „Czy ktoś mógłby mnie odebrać?”
Zamknąłem oczy.
Dwadzieścia dwa lata przeminęły w jednej chwili.
Rozpoznałbym ten głos wszędzie.
Richard.
„Tato?” zapytał Jordan.
Zmusiłem się do przełknięcia.
„Ciężarówka twojego ojca się zepsuła.”
Stormy wstała natychmiast.
„Mogę cię zawieźć.”
Odezwałem się zanim zdążyła się ruszyć.
Odpowiedź nadeszła zdecydowanie za szybko.
