Tekturowe pudełko z kartkami kondolencyjnymi wciąż trzymałam w rękach, gdy Daniel powiedział: „Tata kazał ci tak zrobić”. Richard ukrywał przede mną ich ostatni argument przez cztery miesiące. Teraz mój syn stał na jego pogrzebie w wyblakłej różowej sukience i patrzył, jak porządkuję żałobę wszystkich wokół. Potem sięgnął do kieszeni.
O dziewiątej rano poprawiłam już pisownię na jednej z kartek z kwiatami, znalazłam dodatkowe krzesło dla starszego kuzyna Richarda, przypomniałam dyrektorowi zakładu pogrzebowego, że mój mąż nienawidzi muzyki organowej i sześć razy odpowiedziałam na to samo pytanie dotyczące przyjęcia.
"Tisha, usiądź."
Moja siostra dotknęła mojego łokcia.
Już poprawiłem pisownię na jednej kartce z kwiatami.
"Nic mi nie jest."
"Mówiłeś to cały ranek."
"Bo jestem."
Nie byłem.
Mój mąż leżał trzy metry dalej w polerowanej drewnianej trumnie, a nasz jedyny syn jeszcze się nie narodził.
Jeszcze raz sprawdziłem drzwi kaplicy.
Nic.
Nasz jedyny syn jeszcze się nie urodził.
