A teraz wróćmy do mnie.
„Musimy działać natychmiast.”
"Dlaczego?"
Shaw sięgnął pod kurtkę.
Połowa tarasu instynktownie zesztywniała.
Zamiast broni zabrał fotografię.
Podał mi to bezpośrednio.
Gdy tylko to zobaczyłam, ścisnęło mnie w żołądku.
Zdjęcia satelitarne.
Rozmyte, ale nieomylne.
Miejsce uderzenia.
W Arizonie.
Ślady poparzeń ciągnące się przez pustynne skały.
A stojąc w pobliżu wraku –
Postać ludzka.
Żywy.
Mój puls walił.
„Eliaszu?”
Głos Shawa stał się cichszy.
„Jesteśmy przekonani, że komandor Mercer przeżył powrót do atmosfery”.
Ulgę poczułem tak mocno, że aż zabolało.
Następnie Shaw kontynuował.
„Ale nie był sam”.
Każdy nerw w moim ciele znów się napiął.
„Co to znaczy?”
Generał Hale podszedł bliżej, żeby zobaczyć obraz.
Jej twarz zmieniła się natychmiast.
"O mój Boże."
Mój ojciec bezradnie patrzył między nami.
"Co?"
Lekko obróciłem zdjęcie.
Druga postać stała obok Eliasa w ruinach.
Nie w amerykańskim garniturze.
W ogóle nie przypomina ludzkiego projektu aeronautycznego.
Na tarasie zrobiło się nagle o dwadzieścia stopni chłodniej.
Nathan znów się nerwowo zaśmiał.
„To fałsz.”
Nikt do niego nie dołączył.
Ponieważ wojskowi wiedzą, kiedy strach jest prawdziwy.
A reżyser Adrian Shaw wyglądał na przerażonego.
Mówił cicho.
„Obiekt odzyskany przez Komandora Mercera nie pochodził z żadnego państwa na Ziemi”.
Cisza pochłonęła cały stół.
Mój ojciec powoli mrugnął.
„To jest szaleństwo.”
Shaw całkowicie go zignorował.
