„Zajmuję się operacjami odzyskiwania danych, gdy coś pójdzie nie tak.”
Frank patrzył.
„Jakiego rodzaju operacje odzyskiwania?”
Generał odpowiedział spokojnie.
„Takie, w które zaangażowani są astronauci, którzy oficjalnie mogą nie istnieć”.
To znowu uciszyło wszystkich.
Kelner podszedł nerwowo z nową kawą, wyraźnie wyczuwając napięcie.
Nikt tego nie dotykał.
Sięgnęłam po torebkę.
Generał Hale dyskretnie spojrzał w stronę parkingu.
„Powinniśmy wyjść.”
Ten ton miał znaczenie.
Wojskowi komunikują całe akapity za pomocą tonu.
Coś było nie tak.
„Spodziewasz się mediów?” zapytałem cicho.
"NIE."
Gorsza odpowiedź.
Dużo gorzej.
Od niechcenia podążyłem za jej wzrokiem.
Na podjazd klubu wiejskiego wjechały właśnie trzy czarne SUV-y.
Brak tablic rejestracyjnych rządowych.
Szyby są zbyt przyciemnione.
Moje instynkty natychmiast się wyostrzyły.
Generał Hale mówiła, nie poruszając zbytnio ustami.
„Nie śledzono cię tutaj?”
"NIE."
„Jesteś pewien?”
"Tak."
Jej szczęka lekko się zacisnęła.
Niedobrze.
Mój ojciec także zauważył te pojazdy.
„Twoi znajomi?”
Żadne z nas nie odpowiedziało.
Imię Ryana Mercera znów pojawiło się w moich myślach.
Elias Mercer.
