Mój ojciec śmiał się przy brunchu w swoim klubie golfowym, opowiadając kolegom od golfa, że ​​jestem „tylko pielęgniarką” rozdającą szczepionki na grypę na jakiejś bazie Sił Powietrznych. Uważał, że jestem zbyt zwyczajna, żeby się liczyć, zbyt cicha, żeby zrobić wrażenie na kimkolwiek przy jego stole.

Twarz mojego ojca lekko poczerwieniała, gdy siedzący przy pobliskich stolikach ludzie otwarcie nas obserwowali. Bogaci emeryci i członkowie klubów golfowych nagle zapomnieli o swoich wynikach w golfa, bo dwugwiazdkowy generał właśnie zasalutował córce, którą Gordon Whitmore latami publicznie odprawiał.

Frank Ellis powoli pochylił się do przodu.

„Naprawdę jesteś z dowództwa wojskowego?”

Spojrzałam mu w oczy.

"Tak."

Nathan patrzył na mnie jak na kogoś obcego.

„Ale tata mówił, że pracowałaś w dziale przyjęć do placówek medycznych.”

„Mówi wiele rzeczy.”

To wywarło na mnie większe wrażenie niż zamierzałem.

Mama natychmiast spuściła wzrok.

Generał Hale delikatnie wskazał na folder.

„Powinieneś to przeczytać.”

Otworzyłem go ostrożnie.

W środku znajdował się pojedynczy pakiet autoryzacyjny i zdjęcie przypięte spinaczem do góry.

W chwili, gdy ujrzałem ten obraz, wszystkie dźwięki wokół mnie zniknęły.

Statek kosmiczny.

Uszkodzony.

Unosząc się na tle ciemności.

Mój puls zwolnił.

NIE.

Nie, nie, nie.

Nie ta misja.

Nie teraz.

Generał Hale zniżył głos.

„Zespół ratunkowy Aurory stracił kontakt dziewięćdziesiąt trzy minuty temu”.

Zimno natychmiast rozprzestrzeniło się po moim ciele.

"Gdy?"

„Podczas symulacji wejścia w atmosferę”.

Szybko przewracałem strony.

Awarie telemetrii.

Brak komunikacji.