Zastanawiałem się, czy się bał. Czy o mnie myślał.
Zamiast tego przeżył i uznał, że udawanie martwego jest łatwiejsze niż powiedzenie mi prawdy.
Muzyka zaczęła grać w sali ceremonii.
Julian złapał mnie za ramię.
„Meredith, proszę, nic nie rób.”
Odsunąłem się.
„Nie dotykaj mnie.”
Potem pojawiła się Colleen.
Spojrzała na nas i zamknęła oczy.
„Powiedziałeś jej.”
„Nie musiał”, odpowiedziałem.
„Meredith, proszę.”
„Trzymałeś mnie za rękę.”
Jej twarz się zmarszczyła.
"Ja wiem."
„Widziałeś, jak płakałam nad twoim synem”.
"Ja wiem."
„Pozwól mi stanąć przed tą trumną.”
Łzy napłynęły jej do oczu.
„Myślałem, że go chronię”.
„Od czego?”
Spojrzała w stronę pokoju pana młodego.
„Za zrujnowanie mu życia”.
Ścisnęło mnie w gardle.
„Więc zniszczyłeś moje?”
Nie miała odpowiedzi.
Gdy muzyka podczas ceremonii zmieniła się, zobaczyłem pannę młodą.
Sarah stała przy wejściu obok starszego mężczyzny.
Wyglądała na zdenerwowaną i szczęśliwą.
I zupełnie nieświadomi.
To zmieniło wszystko.
Wyobrażałem sobie, że publicznie skonfrontuję się z Adrianem.
Ale Sarah nie była moim wrogiem.
Jeśli znała prawdę, to co innego.
Jeśli tego nie zrobi, wyjdzie za mąż za tego samego kłamcę, którego ja omal nie poślubiłem.
