Adrian miał starszego brata, Juliana.
Oczywiście.
To musiał być ślub Juliana.
Julian i ja zawsze się dogadywaliśmy. Był cichszy niż Adrian, ale miły. Na spotkaniach rodzinnych zazwyczaj pomagał mi nosić naczynia, podczas gdy wszyscy inni kłócili się o piłkę nożną.
Nie będę udawać, że to, że nie zostałem zaproszony, nie zaszkodziło.
Ale po śmierci Adriana prawie nie rozmawiałem z jego rodziną.
Może założyli, że ślub będzie zbyt bolesny.
Może Julian myślał, że widok go stojącego przy ołtarzu przypomni mi wszystko, co straciłam.
Starałem się nie brać tego do siebie.
Wtedy zauważyłem bukiecik Colleen.
Udało mi się to zrobić tego ranka.
Należał do matki pana młodego.
Colleen spojrzała na mnie i pośpieszyła za koordynatorem.
Patrzyłem jak odchodzi.
Nadal czułem, że coś jest nie tak.
Powiedziałem sobie, że po prostu czuje się niekomfortowo na mój widok.
Może myślała, że będę zdenerwowany.
Być może czuła się winna, że Julian żenił się zaledwie trzy miesiące po pogrzebie Adriana.
Zmusiłem się do powrotu do pracy.
Aranżacje wymagały dokończenia. Trzeba było ustawić świece. Kwiaty na ceremonię wymagały jeszcze jednej, ostatecznej kontroli.
Kilka minut później zobaczyłem Colleen w pobliżu pokoju pana młodego.
Tym razem prawie to zignorowałem.
Oczywiście, że tam była. Jej syn brał ślub.
Mimo wszystko sposób, w jaki się poruszała, mnie drażnił.
Zanim weszła do środka, sprawdziła korytarz.
Wtedy usłyszałem głos Colleen.
„Musisz się pospieszyć. Ceremonia zaczyna się za 20 minut.”
Odpowiedział mężczyzna.
Zamarłem.
To nie był głos Juliana.
Ale wiedziałem.
Słyszałem ten głos rano, gdy byłem półprzytomny.
Słyszałem, jak szeptał obok mnie w kinie.
Słyszałem, jak kłócili się o ciasto.
Ale to było niemożliwe.
