W sali balowej rozległy się oszołomione szepty.
Elena poczuła, jak podłoga pod nią znika.
Przez trzydzieści lat żyła z pustką w swoim życiu, której nie potrafiła zapełnić żadna odpowiedź.
I nagle niemożliwe stanęło przed nią i zaczęła płakać.
Eleanor ledwo mogła mówić.
„Wypadek…” szlochała. „Powiedziano nam, że nikt nie przeżył. Pochowaliśmy pustą trumnę i opłakiwaliśmy cię przez trzydzieści lat”.
Richard spojrzał na Elenę, jakby bał się, że ona znowu zniknie.
„Dziesięć lat cię szukałem” – wyszeptał. „Prywatni detektywi. Policja. Szpitale. Nigdy nie straciłem nadziei”.
Wyraz twarzy Juliana zmienił się natychmiast.
Upokorzenie zniknęło.
Zastąpiła ją chciwość.
„Kochanie!” – wykrzyknął nagle, próbując objąć Elenę w talii. „Zawsze wiedziałem, że jest w tobie coś niezwykłego! Panie Kensington, przysięgam, że przez te wszystkie lata traktowałem ją jak królową”.
