„Ale bardzo niewielu stało się osobą, jaką inni chcieliby być”.
Położyła mu dłoń na ramieniu.
„Twój syn już nim jest.”
Potem spojrzała na Grega.
„Powinieneś być z niego dumny na długo przed dzisiejszym wieczorem.”
Owen zaczął cicho klaskać. Potem dołączył kolejny krewny. Wkrótce prawie wszyscy bili brawo. Nie za konfrontację, ale za Liama, za młodego mężczyznę, którym się stał pomimo bólu.
Greg stał sam. Po raz pierwszy nikt go nie podziwiał. Patrzyli na niego z rozczarowaniem. Zamiast tego krewni ruszyli w stronę Liama, ściskając go jeden po drugim. Greg pozostał na swoim miejscu i po raz pierwszy nikt nie ratował go wymówkami.
Kiedy goście zaczęli wychodzić, Greg ponownie do nas podszedł.
„Umówiłem się na spotkanie” – powiedział.
Zmarszczyłem brwi.
„Z kim?”
„Terapeuta.”
Liam wyglądał na zaskoczonego.
„Powinienem był to zrobić lata temu” – przyznał Greg.
Potem zwrócił się do mnie.
„Jeśli mi pozwolisz, chcę poświęcić tyle czasu, ile potrzeba, na odzyskanie twojego zaufania.”
Nie odpowiedziałem od razu. Niektóre rany nie goją się, bo ktoś w końcu powie właściwe słowa. Goją się, bo zmieniają się czyny.
„Nie wiem, co będzie dalej” – powiedziałem szczerze.
Greg skinął głową.
"Rozumiem."
Spojrzał na Liama.
„Zrozumiem, jeśli nigdy mi nie wybaczysz.”
Liam milczał przez kilka sekund.
„Wybaczenie nie jest tym samym, co udawanie, że nic się nie stało”.
Greg ponownie skinął głową.
"Ja wiem."
„Ale jeśli naprawdę chcesz się zmienić…”
Liam spojrzał na mnie.
