Theo zazwyczaj kładł się spać na pierwszą prawdziwą drzemkę około 10:15 rano.
W pierwszy wtorek spędziłam prawie godzinę karmiąc go, odbijając i chodząc po sypialni.
Szeptałam bez sensu, aż w końcu zamknął oczy.
Opuściłam go do łóżeczka.
Jego oddech się uspokoił.
Wtedy sufit zaczął wibrować.
Bas był na tyle ciężki, że czułem go przez skarpetki.
Theo szeroko otworzył oczy.
Krzyczał.
Stałam nad łóżeczkiem i prawie płakałam razem z nim.
Muzyka trwała 20 minut.
Następnego dnia o 10:15 nic się nie działo.
Jednak dokładnie o godzinie drugiej po południu coś się wydarzyło.
Zaraz po tym, jak Theo zasnął, Kevin zaczął grać na akustycznym zestawie perkusyjnym.
Sidło przebiło sufit.
Theo obudził się natychmiast.
To samo wydarzyło się następnego dnia.
Poza tym.
Nie wydarzyło się to, gdy Theo był obudzony i marudził przez godzinę.
Zawsze było około 10:15 lub 14:00.
