„Małżeństwo wymaga praktyki, kochanie” – powiedziała, uśmiechając się do mnie. „Mój syn zawsze potrzebował pewnego rodzaju kobiety”.
Zacisnąłem mocniej dłoń na widelcu.
„Mama chce dobrze” – wyszeptał Ethan.
„Czy ona to robi?”
„Avery, proszę. Bądź cierpliwa.”
Tego popołudnia przy basenie Lena poprawiła swój kapelusz przeciwsłoneczny i przyjrzała mi się od stóp do głów.
„Ethanowi nie podoba się twoja blada skóra, wiesz. Powiedział mi to, kiedy zaczęliście się spotykać.”
Twarz mi płonęła. Richard powoli podszedł i postawił szklankę zimnej wody na małym stoliku obok mojego leżaka. Nie powiedział ani słowa. Po prostu zostawił ją tam, a para wodna już spływała po krawędzi.
Trzeciego dnia Lena przestawiła kosmetyki w naszej łazience, gdy byliśmy na lunchu.
„Pomyślałem tylko, że chciałabyś, żeby podzielili cię na grupy według wzrostu, kochanie.”
Czwartej nocy, tuż po tym, jak Ethan i ja wpełzliśmy z powrotem pod kołdrę, rozległo się ciche pukanie do drzwi. Otworzyłem je w szlafroku, a Lena minęła mnie i podeszła prosto do fotela przy naszym łóżku.
„Nie zwracajcie na mnie uwagi. Zostanę, aż mój syn zaśnie.”
„Lena, jest po dwunastej.”
„Matka nie patrzy na zegarek, Avery.”
Spojrzałem na Ethana. Przetoczył się w stronę ściany i zamknął oczy.
Przez czterdzieści minut siedziałem na brzegu materaca, podczas gdy ona przeglądała telefon w naszej sypialni.
Rankiem piątego dnia znalazłem na leżaku złożoną mapę ośrodka, a w południowym ogrodzie małą ławkę, zaznaczoną niebieskim długopisem, czekała na mnie. Nie było żadnej notatki, żadnego nazwiska, tylko litera „R”.
Wiedziałem, kto to zostawił.
Znalazłem Richarda przed lunchem, siedzącego ze złożonymi rękami i wpatrującego się w żywopłoty, jakby czekał na nie od dłuższego czasu.
„Przyszedłeś” – powiedział.
