Zamiast tego usiadłem i otworzyłem telefon.
Była jedna osoba, do której nigdy nie spodziewałam się zadzwonić.
Barbaro.
Matka Erica i ja nigdy nie byłyśmy sobie bliskie.
Uważała, że jestem zbyt wrażliwy. Uważałem, że zbyt szybko broniła Erica. Przez całe nasze małżeństwo rzadko się do niej na niego skarżyłem, bo zakładałem, że zawsze stanie po jego stronie.
Po odejściu Erica Barbara przestała dzwonić.
Założyłem, że to oznacza, że już wybrała.
Jednak tej nocy do niej zadzwoniłem.
Odpowiedziała sennym głosem.
„Claire?”
I opowiedziałem jej wszystko.
Opowiedziałem jej o pieniądzach, ciąży, porodzie ratunkowym, oddziale intensywnej terapii noworodków, aptece, odmowie pomocy ze strony Erica i wizycie w domu Tessy.
Wyjątkowo nie złagodziłem fabuły.
Nie poprawiłem brzmienia Erica.
Kiedy skończyłem, Barbara nic nie powiedziała.
Cisza trwała tak długo, że sprawdziłem telefon.
„Barbaro?”
W końcu przemówiła.
„Powiedział mi, że go zostawiłaś.”
Usiadłem prościej.
"Co?"
„Powiedział, że chcesz zakończyć to małżeństwo.”
„Nie. Spakował się i wyjechał.”
Kolejna pauza.
„Powiedział też, że nie chcesz, abym angażował się w twoje sprawy i sprawy związane z dzieckiem”.
Wpatrywałem się w ścianę.
„Barbaro, to nieprawda.”
Jej oddech się zmienił.
"Rozumiem."
