Wiedziałem, że ma na imię Alaric, ponieważ widziałem takie imię w menu restauracji.
Nie niósł jedzenia.
Nie uśmiechał się.
Przeszedł obok każdego stolika... i zatrzymał się OBOK MOJEJ MATKI.
Przez sekundę nikt się nie odezwał.
Potem spojrzał na kobietę.
Jego twarz zbladła.
Nie odrywając od niej wzroku, powiedział cicho: „MUSISZ WYJŚĆ. NATYCHMIAST”.
Kobieta się roześmiała.
"A KIM ty jesteś, żeby mi to mówić?"
Moje serce zabiło mocniej.
Alaryk nie odpowiedział.
Zamiast tego zwrócił się do jednego z kelnerów.
"ZAMYKNIJ DRZWI WEJŚCIOWE."
Kelner przy wejściu wpatrywał się w Alaryka.
"Zamknąć?"
„Teraz” – powiedział.
Zdziwienie mężczyzny trwało tylko sekundę. Potem przekręcił zasuwę.
W restauracji rozległ się cichy odgłos kliknięcia.
Kobieta przy sąsiednim stoliku przestała się uśmiechać.
„Co to jest?” – zapytała. „Nie możesz mnie tu zamknąć”.
Alaric w końcu odwrócił od niej wzrok.
Odwrócił się w stronę mojej matki.
"Pedał?"
Mama zamarła.
Spojrzałem na nich.
Torebka wypadła jej z rąk i wylądowała na boku krzesła.
"Alaryk?"
Sposób, w jaki wypowiedziała jego imię, zmienił wszystko.
To nie był głos kogoś rozpoznającego szefa kuchni restauracji.
Było łagodniej.
Starszy w jakiś sposób.
Alaryk przełknął ślinę.
Przez kilka sekund żaden z nich się nie poruszył.
Następnie przykucnął obok jej krzesła.
