Następnie wskazał na ścianę za nami.
"Patrzeć."
Mama się odwróciła.
Pod ciepłym światłem wisiało kilka oprawionych fotografii.
Na jednym z nich widać znacznie młodszego Alaryka stojącego w ciasnej kuchni.
Obok niego stała kobieta o gęstych brązowych włosach i szerokim uśmiechu.
Moja matka.
Wstałem, żeby przyjrzeć się bliżej.
Pod fotografią znajdowała się mała mosiężna tabliczka.
Na plakacie widniał napis: „DLA MOLLY, KTÓRA POWIEDZIAŁA MI, ŻE MOJE MIEJSCE JEST W KUCHNI, ZANIM W TO UWIERZYŁAM”.
Poczułem ucisk w klatce piersiowej.
Mama patrzyła na to.
"Zachowałeś to?"
"Oczywiście."
Jej oczy znów się zaszkliły.
"Nigdy mi nie mówiłeś."
"Zniknąłeś."
Mama wyglądała na winną.
"Życie się wydarzyło."
"Ja wiem."
Skinęła głową.
Wtedy Alaryk spojrzał w stronę kuchni.
"Potrzebuję pięciu minut."
"Po co?"
"Twoja prawdziwa kolacja."
Mama się zaśmiała.
„Chyba nie mogę już nic jeść”.
„Wtedy zabierzesz to do domu”.
Wstał i zniknął za wahadłowymi drzwiami.
Kiedy wrócił, sam niósł talerz.
Świeży makaron.
