Twarz Nathana stężała. Wiedział, że ma rację.
Dante stanął między nimi, zdjął kurtkę i zarzucił ją Elenie na ramiona. „Kto dotknął mojej siostry?”
Pokój zdawał się kurczyć.
Wiktoria uniosła brodę. „Okradła mnie”.
Elena spojrzała jej w oczy. „To zadzwoń na policję”.
Po raz pierwszy uśmiech Victorii zniknął.
Ponieważ Elena już do nich zadzwoniła.
Nacisnęła przycisk alarmowy pod stacją benzynową na chwilę przed tym, jak Victoria ją złapała. Spokój nie oznaczał poddania się. To była najstarsza broń Eleny, doskonalona w domach dziecka, gdzie krzyczący dorośli mylili ciszę ze strachem, a cierpliwość ze słabością.
