„Zawsze wybierasz wszystkich, a nie mnie! Mama umarła, a ty się z nią ożeniłeś. Teraz potrzebuję pomocy, a ty pozwalasz jej mnie upokarzać!”
Robert wzdrygnął się na wzmiankę o zmarłej żonie. Madison dostrzegła poczucie winy na jego twarzy i podeszła bliżej.
„Mama byłaby zniesmaczona”.
W kuchni zrobiło się zimno.
„Nie wykorzystuj swojej matki w ten sposób” – powiedział cicho Robert.
„To zachowuj się jak mój ojciec.”
Przez chwilę spodziewałem się, że przeprosi i podda się, jak zwykle.
Zamiast tego spojrzał na jej listę, moje zasady i dokumenty domowe.
„Jestem twoim ojcem” – powiedział. „I zawiodłem cię, sprawiając, że wszystkie problemy zniknęły. Zawiodłem też Laurę wczoraj wieczorem”.
Madison zamarła.
Wtedy Evan sięgnął po jedną z walizek.
„Chodź. Musimy iść.”
Odwróciła się do niego.
„Nie stań się nagle praktyczny.”
Zniżył głos.
„Zostaliśmy eksmitowani, Madison. Nie mamy żadnych innych planów”.
Robert wpatrywał się w nich.
„Eksmitowany? Mówiłeś mi, że twój właściciel sprzedał budynek.”
Madison rzuciła mężowi wściekłe spojrzenie.
Evan westchnął.
„Zalegaliśmy z czynszem przez trzy miesiące. Powtarzała, że zapłacimy wszystko, jak się tu wprowadzimy”.
Prawda ogarnęła cały pokój.
„A lista obowiązków?” – zapytałem.
Evan wyglądał na zawstydzonego.
„Powiedziała, że jeśli od razu ustalimy zasady, to prędzej czy później je zaakceptujemy”.
Madison klepnęła go w ramię.
Ale szkoda już została wyrządzona.
Robert drżącą ręką podniósł listę.
„Świeża pościel co tydzień. Łazienka sprzątana codziennie wieczorem. Ubrania prane ręcznie.”
Spojrzał na mnie ze wstydem.
"Przepraszam."
Skinąłem głową, ale nie usunąłem granicy.
„Wyjeżdżają dzisiaj” – powiedziałem. „Wtedy zdecydujemy, czy w tym małżeństwie wciąż jest uczciwość”.
Madison wpatrywała się we mnie.
„Rozwiedziesz się z moim ojcem z mojego powodu?”
„Nie. Rozwiodłabym się z Robertem ze względu na Roberta.”
CZĘŚĆ 3 — JEDEN SPOKÓJ NIE
Pakowanie zajęło dwadzieścia trzy minuty.
Vince wymienił wszystkie zamki, podczas gdy Madison gorączkowo krzątała się po pokoju gościnnym. Evan wyniósł ich walizki na korytarz.
Gdy drzwi się otworzyły, Madison spróbowała jeszcze raz.
„Tato, nie wiem dokąd iść.”
Twarz Roberta się zmarszczyła.
