Powtarzałam sobie, żeby się nie odwracać. Powtarzałam sobie, że szpital znajdzie dla nich rodzinę. Przekonywałam samą siebie, że będzie im lepiej bez matki, która zbytnio bała się je wychować. Wtedy usłyszałam, jak ktoś za mną krzyczy: „POCZEKAJ!”
Zamarzłam. Pielęgniarka biegła przez parking w moim kierunku, bez tchu, machając ręką. Przez chwilę myślałam, że będzie mnie błagać, abym cofnęła swoją decyzję. Ale kiedy do mnie podbiegła, jej twarz była blada jak ściana. Jej oczy były pełne paniki. A pierwsze słowa, które wypowiedziała, zmroziły mi krew w żyłach.
„Jest coś, o czym wam nigdy nie powiedziano.”
Spojrzałam na nią, całkowicie zdezorientowana. „O czym pani mówi?”
Spojrzała w stronę szpitala, po czym chwyciła mnie za nadgarstek. „To, co wam powiedziano o waszych bliźniakach…” Przełknęła z trudem. „…to nie była cała prawda.”
Ciąg dalszy w pierwszym komentarzu
Palce pielęgniarki zacisnęły się mocniej wokół mojego nadgarstka. — Co masz na myśli, mówiąc „to nie była cała prawda”? — wymamrotałam. Spojrzała w stronę wejścia do szpitala. — Twój mąż wiedział.
Moje serce niemal stanęło. — Wiedział co?
Wahała się przed odpowiedzia: — Wiedział od kilku tygodni, że istnieje możliwość, iż oboje waszych dzieci będzie miało zespół Downa.
Potrząsnęłam głową. — Nie… Chodziliśmy razem na każdą wizytę. — Nie na wszystkie.
Wtedy przypomniałam sobie ten poranek, kiedy Brian powiedział mi, że klinika dzwoniła, aby przełożyć wizytę. Upierał się, że pójdzie sam, tłumacząc to moim zmęczeniem.
Pielęgniarka kontynuowała: — Był sam na wizycie kontrolnej. Poprosił, abyś nie była informowana w czasie ciąży. Bał się, że wpadniesz w panikę.
Moje gardło się zacisnęło. — Więc… podjął decyzję za mnie?
