Jej perfumy unosiły się w domu, w którym unosił się zapach maślanego popcornu i starych kołder.
„Och, dziewczyny” – zaćwierkała. „Spójrzcie na siebie!”
Lily stanęła obok Grace.
Amelia oparła jedną rękę o kanapę.
Amanda wyciągnęła ramiona.
Nikt się nie ruszył.
„Wiem, że to wzruszające” – powiedziała z lekkim śmiechem. „Ale w końcu znów mogę być twoją matką”.
Pokój nagle wydał się mniejszy.
„Potrzebowałam czasu” – kontynuowała. „Przeżywałam żałobę. Po śmierci twojego ojca nie było już dla mnie przyszłości… a ja wciąż cię nosiłam”.
Jej wzrok powędrował w moją stronę.
„Teraz jest inaczej. Mam pieniądze. W końcu mogę dać ci możliwości, których nigdy byś tu nie miał”.
Tutaj.
Rozejrzałem się po pokoju.
Używany stolik kawowy, który mój syn Archie uszkodził, gdy był nastolatkiem.
Korytarz pokryty zdjęciami szkolnymi.
Kanapa, na której spędziłam niezliczone noce siedząc, podczas gdy gorączkujące dziewczynki spały obok mnie.
Lily uśmiechnęła się uprzejmie.
„Mamo” – powiedziała. „Wejdź.”
Wyraz twarzy Amandy pojaśniał.
Grace i Amelia wymieniły spojrzenia.
„Właściwie mamy coś dla ciebie” – dodała Lily.
Amanda się zaśmiała.
„Zawsze myśleliśmy, że kiedyś wrócisz.”
Lily poszła na górę.
Amanda wyglądała na zadowoloną.
„Dzieci zawsze zastanawiają się nad swoją matką”.
Słowo ciężko zapadło w pamięć.
—
Moje myśli powędrowały piętnaście lat wstecz...
Dziewczynki miały sześć miesięcy.
