"Kocham cię."
„Ja też cię kocham, tato.”
Połączenie zostało zakończone.
W tamtym momencie nie miałem pojęcia, że będzie to nasza ostatnia normalna rozmowa tego dnia.
Około południa pojechałem do Clary, żeby podlać jej kwiaty, a potem wróciłem do domu, żeby dokończyć prace w ogrodzie. Wszystko wyglądało idealnie. Białe okiennice były zamknięte, chroniące przed popołudniowym upałem. Weranda była czysta. Przy drzwiach nie leżały żadne paczki. Nic nie wydawało się uszkodzone, naruszone ani nie na swoim miejscu.
Sprawdziłam skrzynkę pocztową, podlałam kwiaty do wiszących koszy i zamknęłam furtkę, tak jak zawsze prosiła mnie o to Clara.
Gdy odjeżdżałem, z okolicy wyjechał ciemny pick-up. Jego szyby były zbyt przyciemnione, żebym mógł dostrzec kierowcę. Ledwo go zauważyłem.
Później żałowałem, że tego nie zrobiłem.
O 13:15 Jesse, młody człowiek, którego zatrudniłem do koszenia trawnika, przysłał mi zdjęcie podwórka. Trawa wyglądała na czystą i równą.
Jak na razie wygląda dobrze, napisał. Zaczynam teraz prace na podwórku.
Odwzajemniłem gest i wróciłem do sprzątania garażu. Sortowałem stare narzędzia i kartony do przeprowadzki, wykonując pracę, która zajmuje ręce, a umysł błądzi.
Po około czterdziestu pięciu minutach zadzwonił mój telefon.
Tym razem głos Jessego brzmiał inaczej — niżej, ostrożnie, niepewnie.
„Pan Whitmore?”
„Wszystko w porządku?”
"Nie jestem pewien."
Odłożyłem grabie, które trzymałem w ręku.
"Co się stało?"
„Ciągle słyszę czyjś płacz.”
Poczułem ucisk w klatce piersiowej.
"Gdzie?"
„W domu twojej córki”.
Przez chwilę nie odpowiedziałem.
„To nie może być prawdą”.
„Myślałem, że dochodzi z innego podwórka” – powiedział szybko, jakby się zawstydził. „Ale za każdym razem, gdy wyłączam kosiarkę, słyszę, jakby dochodziło z wnętrza”.
Wtedy w tle usłyszałem, jak kosiarka się zatrzymuje.
Część 2
Cisza.
A potem cicho zapłakało dziecko.
Nie głośno. Nie rozpaczliwie. Tylko cichy, zmęczony szloch, który zniknął niemal tak szybko, jak się pojawił.
Jesse szepnął: „Właśnie to słyszałem”.
Dom miał być pusty.
„Byłem tam dziś rano” – powiedziałem.
„Nie wchodziłem” – odpowiedział Jesse. „Pomyślałem tylko… gdyby ktoś potrzebował pomocy…”
„Postąpiłeś słusznie.”
Już sięgałem po klucze.
„Zostań na zewnątrz. Już idę.”
Najpierw zadzwoniłem do Clary. Od razu włączyła się poczta głosowa. To miało sens, skoro była w samolocie, ale i tak zrobiło mi się niedobrze.
„Zadzwoń do mnie, jak tylko to usłyszysz” – powiedziałem.
Potem zadzwoniłem do Evana.
Brak odpowiedzi.
