„Pozwoliłeś mi myśleć, że nie żyjesz.”
Joan spojrzała na niego. „Co zrobiłam?”
„Zniknęłaś” – powiedział. „Potem twoja matka powiedziała mi, że był wypadek”.
Jej palce zacisnęły się na stole ogrodowym. „Moja matka powiedziała ci, że umarłam?”
„Płakała w moich ramionach, Joan. Powiedziała, że odeszłaś.”
Ewa podała tacę mojemu kuzynowi i przeszła między gośćmi a nami.
„Dzieciaki, trzymajcie się za płot” – powiedziała. „Dorośli, cofnijcie się. To nie dla każdego”.
Nie spuszczałem wzroku z Gabriela. „Ty i Joan wchodzicie do środka. Już.”
Gabriel skinął głową, blady i niepewny.
Położyłem dłoń na plecach Joan. Na pół sekundy pochyliła się, dając mi znać, że wciąż jest przy mnie.
—
Wewnątrz Ewa zamknęła drzwi kuchni i stanęła przed nimi.
„Nikt nie przychodzi, jeśli Joan tak nie każe” – powiedziała.
Gabriel usiadł przy wyspie kuchennej. Joan trzymała się blisko blatu.
Miałem pytania, ale Joan wydawała się załamana.
Zapytałem więc Gabriela: „Zacznij od miejsca, w którym zniknęła”.
Przełknął ślinę. „Byliśmy młodzi. Mieliśmy plany wyjechać z miasta. Mieszkanie. Tanie jedzenie. Pracę, która opłaciła czynsz.”
Joan zamknęła oczy.
Potem otworzyły się gwałtownie. „Byłem tam. Ciebie tam nie było”.
„Byłem tam następnego ranka” – powiedział Gabriel. „Sylvia powiedziała mi, że wyjechałeś poprzedniej nocy. Powiedziała, że zmieniłeś zdanie na mój temat”.
„Nie”. Joan pokręciła głową. „Moja mama zamknęła moją torbę w szafie. Zabrała mi telefon. Wyszłam przez okno w pralni z 20 dolarami w bucie. Nienawidziła naszego wspólnego towarzystwa”.
Wyciągnąłem do niej rękę.
Tym razem ona trzymała moją.
Gabriel otarł twarz. „Trzy dni później poszedłem do twojego domu. Sylvia otworzyła drzwi płacząc. Powiedziała, że był wypadek. Powiedziała, że nie żyjesz”.
Usta Joanny rozchyliły się, ale nie wydobyły się z niej żadne słowa.
„Co roku chodziłem na twój grób” – powiedział Gabriel.
Wydawało się, że całe powietrze opuściło kuchnię.
„Jaki grób?” zapytałem.
