To nie był ten cichy śmiech, którym mnie obdarzył. Ten śmiech był ostry, niedbały i okrutny – taki, jaki wydają ludzie, gdy sądzą, że nikt ważny ich nie słyszy.
Drzwi gabinetu były lekko uchylone.
Pierwsza odezwała się Priscilla.
„Waha się. Mówiłem ci, że tak będzie.”
Everett odpowiedział głosem, którego ledwo rozpoznałem.
„Podpisze jutro. Za bardzo zależy jej na ślubie, żeby kompromitować się przed trzystoma osobami”.
Zaparło mi dech w piersiach.
Potem dołączył do nich trzeci głos.
Beckett Rowe.
Nasza konsultantka ślubna.
I najstarszy przyjaciel Everetta.
„Umowa daje ci dostęp dopiero po oficjalnym zawarciu małżeństwa, prawda?” zapytał Beckett.
„Czterdzieści procent” – odpowiedział Everett. „Wystarczająco, żeby uspokoić pożyczkodawców i wszystko ustabilizować”.
Priscilla odetchnęła z ulgą.
„A po miesiącu miodowym?”
Zapadła cisza.
Wtedy Everett powiedział słowa, które sprawiły, że całe moje ciało zrobiło się zimne.
„Po miesiącu miodowym Laurel znika z obrazu. Cicho. Bez śladu. Nic, co by nas łączyło.”
Przytrzymałem się ściany, żeby utrzymać równowagę.
Beckett zniżył głos.
„Wszystko jest już ustalone. Ludzie pomyślą, że potrzebowała chwili wytchnienia. Historia nabierze sensu”.
Priscilla zaśmiała się cicho.
„Jesienią jej firma będzie pod naszą kontrolą. Wszyscy zapamiętają ją jako błyskotliwą kobietę, która zaufała niewłaściwym ludziom”.
Przez chwilę nie mogłem się ruszyć.
Mężczyzna, którego miałam poślubić rano, stał zaledwie kilka kroków ode mnie i rozmawiał o mojej przyszłości, jakbym była problemem, którego trzeba się pozbyć.
Nie krzyczałem.
Nie spieszyłem się do pokoju.
Sięgnęłam do torebki…
i nacisnąłem nagrywanie.
