„Co?” – Nolan podniósł głos. „Tylko mówię. Sprawdziliśmy pogodę. Było około 30 stopni, a nie, że dom zamieni się w zamrażarkę”.
Zachowywałem spokój, chociaż puls walił mi w uszach.
„Kto sprawdzał pogodę?” – zapytałem.
Nikt się nie odezwał.
Mój telefon nadal nagrywał.
Tata rzucił się.
Nie do końca na mnie, ale na telefon. Jego ręka uderzyła mnie w nadgarstek na tyle mocno, że telefon się odczepił. Uderzył o kafelki i wślizgnął się pod stół.
Wróciłem do szafki.
Na pół sekundy wszyscy zamarli.
Wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
Trzy ostre dźwięki.
Głowa mojego ojca zwróciła się w stronę przedpokoju.
Wtedy się uśmiechnąłem.
„To detektyw Alvarez.”
Celeste szepnęła: „Już do nich dzwoniłaś?”
„Babcia tak zrobiła.”
Twarz Nolana straciła kolor.
Dzwonek do drzwi zadzwonił ponownie.
Tata patrzył na mnie, jakby widział w kuchni kogoś obcego. Może i tak było. Nie byłam już córką, która przyjeżdżała na święta i łykała obelgi, jedząc puree ziemniaczane. Nie byłam już dziewczyną, która dochowywała rodzinnych tajemnic, bo moja mama mówiła, że prywatność to lojalność.
Przeszedłem obok niego i otworzyłem drzwi.
Detektyw Lena Alvarez stała na ganku z umundurowanym policjantem obok. Miała około czterdziestki, ciemne włosy schowane pod wełnianą czapką i oczy, które raz przesunęły się po mojej twarzy, nadgarstku i pokoju za mną.
„Mara Whitaker?”
"Tak."
„Czy wszyscy są w środku?”
"Tak."
