Jej palce wcisnęły mi w dłoń coś małego i twardego. Pendrive. Czarny, owinięty niebieską taśmą klejącą.
Ścisnęło mnie w żołądku. „Co to jest?”
„Powód, dla którego mnie tu zostawili” – wyszeptała. „Powód, dla którego zabrali mi telefon”.
Spojrzałem w stronę pustego korytarza, nagle uświadamiając sobie, jak cicho było w domu.
„Chcieli, żebym podpisała” – powiedziała. „Nie zrobiłabym tego”.
„Podpisać co?”
Jej oczy napełniły się łzami, ale głos pozostał ostry. „Pełnomocnictwo. Dom. Moje rachunki. Twój ojciec powiedział, że jestem zdezorientowana. Twoja matka powiedziała, że nikt mi nie uwierzy”.
Zacisnęłam dłoń na pendrive'ie.
Dyspozytor odebrał. Podałem adres, powiedziałem, że babcia upadła, że w domu nie ma ogrzewania, że jest przytomna, ale się trzęsie. Nie wspomniałem o pendrive.
Gdy czekaliśmy, babcia chwyciła mnie za rękaw.
„Kiedy wrócą” – szepnęła – „nie bądź z nimi sam”.
Wrócili trzy dni później, opaleni i uśmiechnięci, ciągnąc walizki przez te same drzwi, za którymi zostawili ją na pewną śmierć.
