— Jeszcze tego nie wiedzą.
— Powiedzieli mi, że to była moja komórka jajowa.
— Mnie powiedzieli dokładnie to samo o mojej.
Grace poruszyła się.
Spojrzałam na jej twarz.
Przez dziewięć miesięcy wierzyłam, że jest ostatnim darem od młodszej wersji mnie samej.
Teraz obca kobieta siedziała w moim domu i mówiła mi, że być może to nieprawda.
— Jeśli Grace jest biologicznie pani dzieckiem — zapytałam — co wtedy?
Ivanna odwróciła wzrok.
— Nie wiem.
— Chciałaby pani ją zatrzymać?

Jej milczenie mnie przeraziło.
W końcu wyszeptała:
— Przez całe dorosłe życie chciałam mieć dziecko.
— Ja też.
— Wiem.
— Nie, pani nie wie.
Zaczęła płakać.
— Ma pani rację.
Potem opowiedziała mi swoją historię.
Ona i jej mąż próbowali przez lata.
Kilka zarodków się nie rozwinęło.
Dwa lata wcześniej jej mąż zginął w wypadku samochodowym.
Została jej jedna zamrożona komórka jajowa.
Wciąż opłacała jej przechowywanie, ponieważ jej zniszczenie wydawało się równoznaczne ze zniszczeniem ostatniej szansy na rodzinę, o której razem marzyli.
Rozumiałam to bardziej, niż chciałam.
Następnego ranka klinika zorganizowała test DNA.
Ivanna wróciła do mojego domu, gdy czekałyśmy na wyniki.
Żadna z nas nie wiedziała, co powiedzieć.
Grace spała w kołysce między nami.
W końcu zadzwonił telefon.
Odebrałam i włączyłam głośnik.
Lekarz brzmiał nerwowo.
— Margaret, Ivanna, mamy wyniki.
Moja ręka jakoś odnalazła dłoń Ivanny.
Lekarz kontynuował.
— Grace jest genetycznie spokrewniona z Margaret.
Zamknęłam oczy.
Ulga uderzyła we mnie tak mocno, że niemal krzyknęłam.
Ale wtedy lekarz powiedział:
W wieku 75 lat wykorzystałam moją ostatnią zamrożoną komórkę jajową, żeby zostać matką — trzy dni po narodzinach mojej córki do moich drzwi zapukała 42-letnia kobieta i wyszeptała: „Klinika zadzwoniła do mnie w sprawie twojego dziecka…”
