Dwadzieścia minut później gwizdek ratownika przedarł się przez hałas na plaży.
Jeden mocny strzał.
A potem jeszcze jeden.
Wszystkie głowy się odwróciły.
Starszy ratownik zszedł z wieży niosąc złote pudełko owinięte granatową wstążką.
Był starszy od pozostałych, miał prawdopodobnie około sześćdziesięciu lat, opalone ramiona i srebrne włosy, które schował pod czerwoną czapką.
Na jego koszulce widniał napis „Kapitan Reyes”.
Coś w nim poruszyło stare wspomnienie.
Potem przypomniałem sobie, jak Simon machał w stronę tej konkretnej wieży, a Noah taszczył po plaży wiadra mokrego piasku.
Kapitan Reyes pracował na tym samym stanowisku ratownika latem, gdy Simon i Noah budowali swoje zamki.
On najpierw na mnie nie spojrzał.
Jego wzrok powędrował ku fladze, którą trzymał Noah.
Następnie skierował się prosto w stronę kobiety.
Zauważyła go i wyprostowała się.
W chwili, gdy zobaczyła pudełko, jej wyraz twarzy się rozjaśnił.
Kapitan Reyes stanął obok jej koca i uśmiechnął się uprzejmie.
„Przepraszam, proszę pani.”
Poprawiła ciemne okulary.
„Gratulacje” – powiedział. „Zostałeś wybrany do dzisiejszej specjalnej prezentacji na plaży”.
Ludzie znajdujący się w pobliżu zaczęli znów zwracać uwagę.
Kobieta rozejrzała się na boki, sprawdzając, czy ją obserwują.
„Och” – wymamrotała. „No cóż. To miłe!”
Wyciągnął złote pudełko.
Przyjęła go chętnie, obiema rękami.
Wstążka się wysunęła.
Podniosła pokrywę.
Jej uśmiech nie znikał dopóki nie zobaczyła treści.
„Co to, do cholery, jest?” – wybuchnęła.
Kapitan Reyes milczał.
Jeszcze raz zajrzała do pudełka.
Mały mosiężny kompas spoczywał na ciemnym aksamicie.
Obok leżała kartka zapisana czystym, czarnym pismem, którą kapitan Reyes przeczytał na tyle głośno, że słyszała to cała plaża.
„Dla ludzi, którzy pomagają innym znaleźć swoją drogę.”
Zacisnęła usta.
Potem zauważyła drugą linijkę.
„Dziś mały chłopiec prawie zapomniał, dlaczego przyszedł na tę plażę”.
Nikt się nie śmiał.
