Część 2
Powoli zwróciłem się w stronę mojej teściowej.
„Czego on nie wie?” – zapytałem.
Carol przycisnęła drżącą dłoń do ust. Mark patrzył między nami, znów zły, ale teraz pod spodem kryła się panika.
„Mamo” – warknął – „o czym mówisz?”
Oczy Carol napełniły się łzami. „Nie tutaj”.
Zaśmiałem się krótko, choć nic nie było zabawne. „Nie powstrzymałeś go przed upokorzeniem mnie w tym pokoju. Nie masz już prywatności”.
Pielęgniarka cicho zapytała, czy chcę, żeby Mark został usunięty. Odpowiedziałem: „Jeszcze nie”.
Carol opadła z powrotem na krzesło, jakby nogi odmówiły jej posłuszeństwa. „Kiedy Mark miał dwadzieścia dwa lata, zanim cię poznał, ciężko zachorował. Po operacji doszło do infekcji. Lekarze powiedzieli nam, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że nigdy nie będzie miał dzieci w sposób naturalny”.
Mark wpatrywał się w nią. „Co?”
Wyglądała na zawstydzoną. „Twój ojciec i ja nie powiedzieliśmy ci wszystkiego. Już po hospitalizacji byłaś w depresji. Myśleliśmy… myśleliśmy, że cię to zniszczy”.
Serce mi waliło. „Mówisz, że Mark może nie być ojcem?”
Carol skinęła słabo głową. „Lekarz powiedział nam, że to możliwe, ale mało prawdopodobne”.
Mark cofnął się, jakby podłoga pod nim się poruszyła. „To kłamstwo”.
„Nieprawda” – wyszeptała Carol. „Zachowałam te zapisy”.
Mark spojrzał na mnie i po raz pierwszy od czasu tego okrutnego oskarżenia na jego twarzy pojawił się wyraz strachu.
Ale mój gniew nie osłabł. Stał się zimniejszy.
„Oskarżyłeś mnie o zdradę” – powiedziałem. „Patrzyłeś na naszą córkę trzydzieści minut po tym, jak ją sprowadziłem na ten świat, a twoją pierwszą myślą było podejrzenie”.
Mark przełknął ślinę. „Nie wiedziałem”.
„To niczego nie usprawiedliwia”.
