Wtedy Diane krzyknęła w tle: „Ona nie może tego zrobić!”
„Już to zrobiłem.”
Eric zniżył głos. „Anuluj to”.
„Sprzedaż zakończyła się wczoraj.”
„Potrzebowałeś mojego pozwolenia!”
„Nie, Eric. Potrzebowałeś poczucia własności.”
Wygłaszał tyrady na temat małżeństwa, sprawiedliwości, rodziny i dziecka.
Pozwoliłem mu dokończyć.
Wtedy powiedziałem: „Uderzyłeś jedyną osobę w tym domu, która miała prawo go sprzedać”.
Na sekundę przestał oddychać.
„Nazywaliście go „w zasadzie naszym”. Twoja matka planowała remont. Twoja siostra się wprowadziła. Nikt z was nigdy nie sprawdził aktu własności.”
„Co mamy zrobić?”
Przypomniałem sobie pieczenie na policzku.
„Naucz się być użytecznym.”
Potem się rozłączyłem.
Konsekwencje nastąpiły natychmiast.
Kupujący dał im wymagany prawem czas na opuszczenie lokalu, ale Diane upierała się, że sprzedaż była oszustwem.
Zatrudniła prawnika, który wycofał się po zapoznaniu się z aktem własności i umową przedmałżeńską.
Eric i tak próbował mnie pozwać.
Jego roszczenie upadło.
Następnie mój prawnik wysłał mu pozew rozwodowy.
W załączniku znajdowały się zdjęcia mojego siniaka na policzku, raport z oddziału intensywnej terapii z poranka po otrzymaniu ciosu oraz nagranie z naszego systemu bezpieczeństwa, na którym słychać było jego słowa: „Uważaj, co mówisz”.
Jego prawnik przestał mówić o wygranej i zaczął omawiać kwestię ugody.
Eric później złamał tymczasowy zakaz kontaktu, pojawiając się w moim biurze w USA i żądając podania mojej lokalizacji.
Policja go aresztowała.
