Jej uśmiech stał się szerszy.
Ryan odchrząknął.
„Mel, powiedziała, że jest dobra.”
Prawie się roześmiałam, ale Melissa odwróciła się do mnie.
„Gaia wie, że mam dobre intencje”. Przechyliła głowę. „A ty nie?”
I tak to się stało.
Haczyk ukryty pod cukrem.
Uśmiechnąłem się w sposób, w jaki uśmiechałem się, gdy odmawiałem wszczynania walki.
„Chodź” – powiedziałem. „Możesz pomóc Elaine z deserem. Ona piecze ciasto od podstaw”.
Przez następną godzinę Melissa okazywała dobroć, jakby brała udział w przesłuchaniu do świętości.
Wyniosła serwetki na zewnątrz, wróciła po kubki, których nie potrzebowaliśmy i dwa razy pochwaliła moją lemoniadę.
William pochylił się bliżej, podczas gdy ja układałam kukurydzę na talerzu.
„Czy tylko ja mam takie wrażenie, czy Melissa po prostu chce być miła?”
„To nie tylko ty.”
„Udawać miłego?”
„Fałszerstwo średniego poziomu”.
Uśmiechnął się i sięgnął po tacę.
Wtedy usłyszałem Elaine mówiącą w pokoju frontowym.
„Oddaję to dziś Gai” – powiedziała George’owi. „Zasłużyła na to”.
Zamarzłem z sokiem wiśniowym na palcach.
Melissa również.
Stała przy ladzie, a jej ręka znajdowała się nad serwetkami.
Jej twarz się zmieniła.
Nie wyglądała na smutną.
Nie wyglądała na zdezorientowaną.
Wyglądała na wściekłą.
Wtedy zauważyła, że się jej przyglądam.
„Serwetki” – powiedziała głośno, chwytając je. „Znalazłam”.
„Byli tuż obok ciebie” – powiedziałem.
„Głupia ja”. Jej śmiech miał ostre krawędzie. „Naprawdę rozumiesz wszystko, prawda?”
Wysuszyłem ręce.
„Powiedz, co masz na myśli.”
Podeszła bliżej.
„Mama mówi o tobie jak o córce, którą zawsze chciała mieć”.
„Melissa, nie dzisiaj.”
„Nic nie robię”. Uniosła serwetki. „Pomagam”.
„Nie” – powiedziałem cicho. „Krążysz.”
Jej uśmiech zniknął.
