„Opiekusz się zwierzętami.”
To nie była prośba.
Chloe weszła za nim, niosąc trzy klatki. W jednej były dwa hałaśliwe ptaki, w drugiej przestraszony królik, a w ostatniej kot zwinięty w brudnym transporterze.
Umieściła je obok pamiątkowej fotografii Ernesta.
Nie pytała, jak sobie radzę. Nie przyniosła kwiatów. Po prostu dała mi instrukcje.
„Zmieniaj ptakom wodę dwa razy dziennie. Nie karm królika sałatą. Trzymaj kota w transporterze i dokładnie wszystko umyj, bo zaczyna śmierdzieć”.
Spojrzałem na nią.
„Pochowałam męża dziewięć dni temu”.
Chloe westchnęła niecierpliwie.
„Każdy ma problemy.”
Austin prawie nie oderwał wzroku od telefonu.
„To da ci jakieś zajęcie” – powiedział. „Tutaj sam byś się nudził”.
W tym momencie coś we mnie się zmieniło.
To nie był gniew. To była jasność.
Spojrzałem na syna stojącego obok zdjęcia ojca, nie zwracając na niego uwagi, a potem spojrzałem na zwierzęta porzucone na moim dywanie.
„Oczywiście” – powiedziałem spokojnie. „Zostawcie je tutaj”.
Odeszli z wiarą, że znów wszystko rozwiążę.
Tego wieczoru wyciągnąłem z szafy starą niebieską walizkę. Ernest kupił mi ją w 1998 roku na wakacje, które odwołaliśmy, bo w Austin odbywał się turniej sportowy.
Spakowałam kilka sukienek, sandały, paszport, ostatni prezent od Ernesta – perfumy i kilka dokumentów prawnych przygotowanych przez mojego prawnika.
Potem zadzwoniłam do mojej sąsiadki, Mary. Jej siostrzeniec pracował w schronisku dla zwierząt i już zgodził się je odebrać. O czwartej rano wszystkie zwierzęta były już bezpiecznie zabrane, salon był czysty, a klatki ustawione obok drzwi.
Na stole w jadalni zostawiłem klucze i notatkę.
Brzmiało ono:
Austin, kiedy to znajdziesz, nie dzwoń do mnie ze skargą. Zadzwoń do swojego prawnika.
O 5:30 rano wziąłem taksówkę do portu w Miami.
Mój telefon zaczął dzwonić zanim dotarłem na statek.
Chloe zadzwoniła pierwsza. Potem Austin. Potem znowu Chloe.
Zignorowałem ich.
Przed wejściem na pokład przeczytałem ostatnią wiadomość Austina.
Mamo, co zrobiłaś? Ktoś z sądu mówi, że mieszkanie już nie jest nasze.
Spojrzałem w stronę oceanu i uśmiechnąłem się.
