„Nie dotykaj mojego dziecka”.
Mama uśmiechnęła się, jakby czekała, aż stracę panowanie nad sobą. „Zawsze byłeś dramatyczny”.
Za mną otworzyły się drzwi.
Wszyscy zamarli.
Marlene Brooks wyszła z gabinetu Daniela. To była prawniczka, która pomogła sfinalizować transakcję tego ranka. Miała sześćdziesiąt lat, bystre oko i niosła skórzaną teczkę pełną podpisanych dokumentów.
Moja matka mrugnęła. „Kim ty jesteś?”
Marlene spojrzała na walizki, potem na furgonetkę i na koniec na rękę mojej matki, wciąż wyciągniętą w stronę Avy.
„Jestem prawnikiem, który może dokładnie wyjaśnić, dlaczego ten dom nie jest własnością rodziny” – powiedziała spokojnie.
Potem podniosła telefon…
CZĘŚĆ 2
Moja matka otworzyła usta, ale nic z nich nie wyszło.
Tyler spojrzał to na nią, to na Marlene. „Nagrane?”
Marlene pokazała ekran telefonu. „Od momentu, gdy pani Whitaker powiedziała, że Claire może odejść, jeśli będzie się skarżyć, i że wychowają tu Avę jak należy”.
Mama warknęła: „Nie miałeś prawa”.
„To dom Claire” – odpowiedziała Marlene. „Zaprosiła mnie do przejrzenia ostatecznych dokumentów. Wszedłeś i groziłeś w obecności niemowlęcia”.
Mama odwróciła się do mnie, nagle udając urażoną. „Wezwałaś prawnika do własnej matki?”
„Zadzwoniłam do prawnika Daniela” – powiedziałam. „Bo Daniel kazał mi chronić Avę przed każdym, kto potraktuje jego śmierć jak okazję”.
Jej wyraz twarzy znów stwardniał.
