Na szesnaste urodziny kazała Danielowi kupić siedemnaście świeczek.
— Masz szesnaście lat — przypomniał jej.
— Wiem.
— To dlaczego siedemnaście?
Uśmiechnęła się szeroko.
— Jedna jest na przyszły rok. Rezerwuję ją.
Daniel odwrócił głowę, żeby nie zobaczyła, że płacze.
Kilka miesięcy później Sophie trafiła do szpitala.
Tym razem nie było żadnych dokumentów z pytaniem, czy chcemy ją zostawić.
Było tylko jedno krzesło po każdej stronie jej łóżka.
Daniel siedział na jednym.
Ja na drugim.
I żadne z nas się nie ruszało.
Pewnego wieczoru Sophie poprosiła mnie, żebym wyjęła z szuflady złożoną kopertę.
Na przodzie napisała:
DLA MAMY I TATY — JESZCZE NIE.
Nienawidziłam tych dwóch ostatnich słów.
Sophie zmarła dziewięć dni później.
Miała szesnaście lat.
Daniel trzymał ją za jedną rękę.
Ja trzymałam drugą.
Przez jedenaście lat błagaliśmy o dziecko, a kiedy w końcu je dostaliśmy, szesnaście lat nagle wydało się niewyobrażalnie krótkim czasem.
Czekaliśmy prawie miesiąc, zanim otworzyliśmy jej kopertę.
W środku znajdowała się jedna kartka zapisana nierównym pismem Sophie.
Napisała:

