Część 2
Grant zatrzymał się w drzwiach.
Na ułamek sekundy jego uśmiech zbladł. Spodziewał się konsternacji, strachu, może powolnego posłuszeństwa kobiety zbyt otumanionej, by stawić opór. Zamiast tego zastał mnie przytomną, nieruchomą i obserwującą go, jakbym odliczała sekundy.
Szybko wyzdrowiał. Udawanie zawsze było jednym z jego talentów.
„Zemdlałaś” – powiedział, podchodząc bliżej. „Za dużo stresu. Za mało snu. Mówiłem wszystkim, że potrzebujesz odpoczynku”.
„Wszyscy?” – zapytałem.
„Członkowie zarządu. Inwestorzy. Twoi pracownicy”. Usiadł na skraju łóżka i wyciągnął do mnie rękę.
Odsunąłem się.
Jego szczęka się napięła.
„Powinnaś być wdzięczna” – mruknął. „Zająłem się wszystkim”.
„Jestem pewien, że tak.”
Zbadał moją twarz. „Słyszałeś coś?”
Opuściłam lekko powieki. „Na przykład?”
Jego wyraz twarzy znów złagodniał, choć oczy nie. „Nic. Jesteś wyczerpany.”
Odwrócił się do małego kontuaru, gdzie obok złożonego pliku dokumentów stał plastikowy kubek z wodą. Na pierwszej stronie zobaczyłem pieczęć firmy.
„Napij się” – powiedział. „Potem pójdziemy do domu”.
"NIE."
To słowo zrobiło na mnie większe wrażenie niż się spodziewałem.
Grant powoli obejrzał się. „Przepraszam?”
„Powiedziałem nie.”
Przez chwilę cichy pokój wydawał się za mały dla nas obojga. Zniżył głos. „Evelyn, nie psuj tego. Źle się czujesz. Zemdlałaś na oczach połowy zespołu zarządzającego”.
„Zemdlałam po wypiciu szampana, którego podała mi Vanessa.”
Jego twarz pozostała nieruchoma, ale palce zacisnęły się na kubku. „To poważne oskarżenie”.
"To jest."
„Nie masz żadnych dowodów.”
Telefon na krześle zawibrował raz.
Grant spojrzał w tamtym kierunku.
