Tydzień później wszedłem do sali konferencyjnej Vale Capital ubrany w czarny garnitur, bez obrączki, ale z szafirowymi kolczykami mojej babci, odzyskanymi nakazem sądowym i wypolerowanymi tak, że w świetle reflektorów świeciły na niebiesko.
Każdy reżyser wstał.
Nie dla żony Richarda.
Nie za pomyłkę miliardera.
Dla powiernika.
Dla matki.
Dla kobiety, którą niedoceniali, aż niedocenienie mnie stało się najdroższym błędem w życiu Richarda Vale'a.
Usiadłem na czele stołu, otworzyłem pierwszy pakiet porządku obrad i uśmiechnąłem się.
„Panowie” – powiedziałem – „zaczynajmy”.
