„Boisz się?” zapytałem.
Lucy skinęła głową.
„Ale mama też się bała” – powiedziała. „A mimo to wszystko uratowała”.
Uklęknąłem przed trzema dziewczynami.
„Dziś nie musicie niczego udowadniać. Wystarczy, że będziecie razem”.
Lucy spojrzała na swoje siostry.
„Tak zrobimy.”
Następnie udaliśmy się do ośrodka.
Ślub Artura już się zaczynał.
A on nadal wierzył, że jeszcze nam się to nie udało.
CZĘŚĆ 3 — ŚLUB, KTÓRY NIGDY SIĘ NIE ZACZĄŁ
Sala balowa w Savannah Riverfront Resort była usłana białymi kwiatami, jedwabnymi zasłonami i złotymi dekoracjami.
Artur stał przy ołtarzu w kości słoniowej, śmiejąc się ze swoimi nowymi partnerami biznesowymi.
Brooke czekała nieopodal w ozdobnej sukni ślubnej, otoczona gośćmi, którzy byli przekonani, że są świadkami początku nowego, wspaniałego życia.
Wtedy otworzyły się drzwi sali balowej.
Wszedłem ubrany w ten sam ciemny garnitur, który miałem na sobie na pogrzebie Rose.
Obok mnie szło dwóch starszych śledczych.
Za nimi podążył biegły księgowy.
Za nami podążały Lucy, Rachel i April.
Lucy trzymała skórzaną teczkę przy piersi.
Muzyka ucichła.
Szepty ucichły.
Ponad dwustu gości zwróciło się w naszą stronę.
Uśmiech Artura zniknął.
Odszedł od ołtarza.
„Co tu robisz?” – zapytał. „Ty i dziewczyny nie byliście zaproszeni. Ochrona!”
„Ochrona nas nie usunie” – powiedziałem. „Nie jesteśmy tu jako goście. Jesteśmy tu, żeby wykonać ostatnie polecenia Rose”.
Brooke zrobiła krok naprzód.
„To nasz ślub. Nie masz prawa go przerywać.”
Jeden ze śledczych pokazał swój dokument tożsamości.
„Panie Arthurze Vance, jesteśmy tu w związku z zarzutami oszustwa korporacyjnego, niewłaściwego wykorzystania dokumentacji medycznej i finansowego wykorzystywania małżonka będącego na jego utrzymaniu”.
Artur cofnął się.
„To niedorzeczne. Rose była chora. Jej dokumentacja medyczna jest prywatna.”
„Tak, były”, powiedziała Lucy.
Jej cichy głos niósł się po cichym pokoju.
„Dopóki dziadek nie dał śledczym notatnika, który próbowałeś zniszczyć.”
